Menu

5 pytań do Tomasza Wasilewskiego

Tomasz WasilewskiW ramach „Polish Film Festival” odbywającego się w dniach od 03.10 - 12.12.2013 polska jak i zagraniczna publiczność może zapoznać się z dziełami nowych twórców kinematografii. Festiwal jest o tyle niezwykły, że swoją działalność rozszerzył poza granice Polski. W dniach od 18 do 19 października pokazy filmów polskich twórców można oglądać było w Belfaście.
Pierwszego dnia miał miejsce pokaz filmu pt: „W sypialni” reżyserowanego przez Tomasza Wasilewskiego. Z panem Tomaszem udało mi się porozmawiać, w krótkiej ale jakże rzetelnej rozmowie telefonicznej.

Tomasz Wasilewski ur. 26.09.1980 w Toruniu. W 2001 roku ukończył reżyserię filmową i telewizyjną na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. W 2006 roku został absolwentem Wydziału Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi. Do jego słynnych dzieł filmowych należą: „Płynące Wieżowce” (2013), „W sypialni”(2012) oraz „Nawiść”(2001) Jest też scenarzystą słynnego w Polsce serialu obyczajowego „Barwy Szczęścia”.


 Zobacz także: Play Poland Film Festival


 

Film pt.„W sypialni” opowiada historię kobiety, która z nieznanych widzowi pobudek wyjeżdża ze swojego rodzinnego miasta.
Spotykamy ją w Warszawie, pomieszkuje w samochodzie, nie ma za co żyć. Pewnego dnia przechodzi obok sklepu i zauważa szyld internetowej agencji towarzyskiej. Tak właśnie zaczyna się przygoda głównej bohaterki, w której ofiarami są mężczyźni raczeni środkami nasennymi. Całą spiralę przerywa miłość, nietypowy związek Edyty z Patrykiem. Mężczyzna ten jest osobą, przed którą główna bohaterka odkrywa swoją przeszłość. Dzieło to otrzymało nominację do Złotych Lwów. Oto krótki telefoniczny wywiad z reżyserem :

Arleta Kniaź(AK): Ile trwały poszukiwania odtwórczyni głównej roli?
P. Tomasz Wasilewski(TW): Kasia doszła jako ostatnia do ekipy. Miałem już koncepcję i zarys postaci na inną aktorkę. Niestety, grafik jej zajęć nie pozwolił się wpasować w nasze oczekiwania. Poszukiwanie zastępczyni zajęło nam dwa tygodnie. Kasia odezwała się do mnie po tygodniu. Był to więc bardzo krótki okres.

AK: Czy łatwo było wykreować postać Edyty? Czy uważa pan ją jako dość ekscentryczną?
TW: Nie było to trudnością. Film jest obserwacją fizycznej i emocjonalnej podróży głównej bohaterki. To okoliczności zmuszają Edytę do pewnych kroków w nowej rzeczywistości, niezbyt łatwej dla niej.

AK: Skąd zaczerpnięto inspirację do tego filmu? Czy zawarta jest w niej jakaś metafora, a może przesłanie dla odbiorcy?
TW: Inspiracją dla filmu była kafejka pod nazwą „Internet intymnie” znajdująca się w Warszawie. Przychodzą do niej kobiety i mężczyźni oferujący seks za pieniądze.
W filmie brakuje morału, nie miałem go na celu tworzyć. Jest to portret kobiety na skraju emocji.

AK: Jak ujęty jest wątek miłości w filmie? Czy jest ona utracona, czy wręcz przeciwnie - dopiero rozkwita po spotkaniu Edyty i Patryka?
TW: Wątek miłosny pozostawiam do interpretacji widza. To my musimy dopowiedzieć sobie, co powoduje miłość w jej życiu, jaki sens jest w jej wędrówce. Zakończenie jest dosyć rozmyte dlatego, by zmusić widza do przemyśleń na temat głównej bohaterki.

AK: Czy sypialnia jest miejscem przełomowym u głównej bohaterki?
TW: Nie jest, ponieważ to pomieszczenie nie przełamuje jej życia. Robi to dopiero spotkanie z Patrykiem. Główna bohaterka dostrzega w nim kogoś, na kim mogłaby się oprzeć. Dokonuje się przełom pomiędzy życiem sprzed spotkania i po nim. To drugie życie nabiera większego sensu.

Dziękuję Panu za rozmowę.
Z Tomaszem Wasilewskim, reżyserem filmu pt: „W sypialni”, rozmawiała Arleta Kniaź

ZP REKLAMA PODLUZNA specjalisci

Czytaj dalej...

Unijna zupa. Czy Unia Europejska ma przyszłość?

flaga Unia Europejska to ogromny kocioł z zupą. Podgrzewany jest na dużym ogniu paleniska pełnym popiołów, czyli dawnych idei i zamierzeń.
Garnkiem są wartości, jakie przyświecały ojcom Unii Europejskiej, tj.: wierność, równość, braterstwo. Wodą są dotacje, jakie dostają kraje Unii Europejskiej.
Wypełniają one połowę kotła. Mięsem są kraje, które w Unii Europejskiej mają najwięcej do powiedzenia. To państwa Starej Unii, te, które ją tworzyły, m.in. Wielka Brytania, Francja, Niemcy.
Kraje te mają decydujący głos w różnych kwestiach, dlatego są to dobre i smaczne kąski.
Warzywami są kraje o nieco mniejszym znaczeniu, np. Polska.
Solą jest tutaj jedność, która nadaje smak całej zupie.
Pieprz, to kryzys i różnego rodzaju konflikty między składnikami w zupie.
Pokrywa kotła to wzajemne zaufanie, które sprawia, że zupa nie wylewa się z garnka, stanowi jedność.
Zastępem kucharzy- pomocników jest Rada Europy i Parlament Europejski, są to też premierzy i prezydenci wszystkich państw zrzeszonych w Unii.
Naczelnym kucharzem jest Komisja Europejska. Wspólną kuchnię na początku stworzyło 12 państw członkowskich. Było to w roku 1992, kiedy to podpisano traktat w Maastricht.

Naczelny kucharz decyduje o doborze wody i składników, przypraw tak potrzebnych w zupie. Od jego decyzji zależy, czy posiłek będzie smaczny, a jego konsystencja spójna. Przyszłość dania jest w jego rękach. W decyzji pomaga mu zastęp kuchcików.
Kucharze poboczni podsuwają naczelnemu kucharzowi pomysły i idee łączenia smaków. Szef kuchni wybiera, modyfikuje je lub odrzuca. Nie zawsze jego koncepcje smakowe dają się połączyć w jedną całość. Często popełniane błędy, szkodzą smakowi dania. Wyszukując coraz to nowsze składniki, zamiast polepszać, psują smak unijnej zupy.
Dodanie do niej niedosmażonych warzyw takich, jak Turcja spowoduje, że zupa zamiast tworzyć jedność smakową, stanie się kwaśna.
Dobre, mięsne, francuskie kąski nie będą mogły się przegryźć z niedosmażonymi warzywami tureckimi. Między tymi składnikami dochodzi do coraz gorszych zgrzytów na tle jakościowym.
Turcja wciąż neguje ludobójstwo Ormian, którego sama dokonała.
Szef kuchni zapewne nie przewidział, że taka wybuchowa mieszanka doprowadzić może do zepsucia całej konsystencji.
Tureckie warzywa będą puszczać soki zwane religią islamską, które powoli zakwaszą zupę europejską.
Naczelny kucharz lubi eksperymentować, dlatego w zupie nie brakuje warzyw, które chłoną wodę zostawiając mało dla tych, które najbardziej jej potrzebują.
REKLAMA I ANONSEPotrzebującymi zaś są warzywa krajów biednych takich, jak Rumunia czy nowo przyjęte małe kraje.
Naczelny kucharz na siłę próbuje polepszyć smak Grecji. Robi to kosztem innych warzyw, które powoli tracą smak.
Przyprawa, którą naczelny kucharz zatwierdził w Madrycie w 1995 roku i podał niektórym warzywom i mięsu w 1999 roku, zaprocentowała coraz większym pieprzowym kryzysem.
W 2001 roku przyprawę zaakceptowała Grecja. Było to przyczyną jej kłopotów, z którymi naczelny kucharz nie daje sobie rady do dziś. Stworzenie traktatu z Lizbony, który miał ujednolicić konstytucję europejską również przyniosło wymierne korzyści, gdyż Francja i Holandia w referendum odrzuciły jego ratyfikację.
Kierując się tym, że niektóre zapisy są sprzeczne z ich konstytucją, rozpoczęły się więc od nowa prace nad traktatem.
Zakończył je szczyt Lizboński, który odbył się w 2007 roku. W czasie jego trwania zmieniono niektóre zapisy i traktat mógł być na nowo ratyfikowany.
Ta sytuacja świadczy o bałaganie, jaki panuje w kuchni i o nieradzeniu sobie kucharza z prowadzeniem tak wielkiej społeczności.

Zupa ta nie wszystkim już smakuje. Wielu smakoszom się już przejadła i nie chcą jej dalej kosztować.
Naczelny kucharz często zamiast pochwał słyszy jej złe rekomendacje.
Próbujący zarzucają szefowi kuchni, że w zupie za dużo jest kryzysowego pieprzu, a za mało soli, która zamiast scalać, wzmacnia tylko niektóre składniki, reszta dodatków jest niedosolona i mało zjadliwa.
Powoduje to również brak jednolitej konsystencji w zupie. W kuchni, gdzie produkowana jest zupa, też nie jest różowo. Kuchcikowie silniejszych państw takich, jak Wielka Brytania czy Niemcy, mają większy wpływ na naczelnego kucharza.
Kuchcikowie biedniejszych krajów, jak np. Polska, mogą wyrażać tylko cichą nadzieję, że kiedyś dopuszczą ich do głosu.
Może dojść do tego, że szef kuchni stanie się dyktatorem, będzie się dzielił władzą tylko z silnymi kuchcikami. Naczelny kucharz wie, że mógłby dowodzić całą kuchnią bez pomocy kuchcików, często więc wymusza nowe zmiany składnikowe i odpowiednie ilości wody.
Kocioł coraz bardziej bulgocze, podsyca go pieprzowa przyprawa kryzysu i kwas nieprzegryzionych składników.
Wielu kuchcików przeczuwa zmiany na gorsze i zaczyna wracać do wyglądu sprzed Unii. Np. Dania, która od nowa wprowadziła kontrole na granicach ku niezadowoleniu kucharza czy Węgry, których premier, Viktor Orban, postawił w swoim kraju na ideologiczny konserwatyzm i gospodarczy pluralizm. Przyniosło mu to spore poparcie w jego ojczystym kraju.
Jednak naczelnemu kucharzowi jest to nie w smak, kuchcikowie nie są również z tego zadowoleni zarzucając premierowi Węgier, że podejmuje kontrowersyjne decyzje.
Najbardziej palącą sprawą jest podatek kryzysowy, który ma obowiązywać na Węgrzech do końca 2013 roku. W tej sprawie interweniował nawet naczelny kucharz, lecz jego interwencja była mało skuteczna.
Zupa coraz bardziej wrze. W pokrywce, zwanej jednością, robią się coraz większe szpary i dziury. Ciecz wylewa się na powierzchnię i coraz mniej jest jej w kotle.
Okladka wyd 17Zupę unijną krytycy kulinarni porównują z zupą z Chin, która jest jednolita, jej konsystencja jest spójna i nie ma w niej zgrzytów. Według nich jest ona smaczniejsza, mogąca zagościć dłużej na stołach świata.
Europejska zupa często przypomina próbującym starożytną zupę rzymską. Jej różnorodna konsystencja doprowadziła całe cesarstwo do zguby.
Naczelny kucharz jest za mało przewidywalny, nie potrafi przewidzieć, co się będzie działo za miesiąc czy za rok. W swojej kuchni nie potrafi dojść do ładu. Często obserwujący kuchnię dostrzegają brak podziału obowiązków i solidarności między kuchcikami.
Jak w kuchni, tak samo i w kotle. Każdy składnik chce być na górze i dostawać odpowiednią ilość wody.
To jednak udaje się tylko nielicznym.Ta kwestia budzi spory między kuchcikami. Często mówią, że ich składniki dostają za mało wody polepszającej ich smak, a potrzeby są takie same i rosną.
Wielu rolników, np. w Polsce nie zadowala kwota dopłat, ponieważ nierzadko starcza tylko na podstawowe zakupy maszyn lub specjalistyczne nawozy. Niewielu więc rolników decyduje się na modernizację swoich gospodarstw. Mówią, że i tak to się im nie opłaci. Swoją sytuację porównują z rolnikami krajów bogatszych takich, jak Niemcy. Dopłaty są tam wyższe i prowadzenie specjalistycznych gospodarstw jest opłacalne.

Większość krytyków kulinarnych próbujących tę zupę uważa, że nie ma ona przyszłości, że idea, jaka ją zrodziła, jest płonna, bo brakuje ludzi, którzy mogą poprawić smak dania.
Niektórzy posunęli się o krok dalej mówiąc, że zupa tkwi w wybuchowym kotle, którego ściany cały czas drżą.
Unia Europejska ciągle kipi, jej ściany długo tego nie wytrzymają i w końcu pękną.
Wtedy cała zawartość zupy wyleje się na powierzchnię brudząc całą kuchnię.
Kucharz jest złym gospodarzem, bo nie pomyślał o tym, jak zabezpieczyć cały kocioł.
Potrzebne są podpory, jednak, żeby je zrobić, potrzebna jest solidarność i jedność, a tego w kuchni brakuje.
Kucharz nie ma posłuchu wśród kuchcików.
Każdy działa na własną rękę i chce jak najwięcej dla siebie zgarnąć.
Większość krytyków nie wróży przyszłości zupie ani jej kucharzom.
Twierdzą, że receptura zupy to tylko mit, tak naprawdę chodzi o to, by mieć lepsze wyniki w gotowaniu i by zupa miała prestiż.
Ja również nie wróżę Unii Europejskiej tysiącletniego trwania.
Świat pędzi cały czas do przodu i nie ma czasu zajmować się źle ugotowaną unijną zupą.

Tekst: Arleta Kniaź

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

RSS

Nie określono adresu internetowego źródła. Uzupełnij.

Społeczeństwo

Wywiady

Recencje

Opinie

Kultura

Wydarzenia

Darmowe bilety

Recenzje

Biznes

Katalog Firm

Twoj Biznes

Szkolenia