Menu

... Polaka owczy pęd do kupowania ...

Życie na pokaz, czyli Polaka owczy pęd do kupowania pozorów

mercedesDrogi Czytelniku, czy w ostatnim czasie kupiłeś sobie rzecz, która sprawiła Ci radość, pozwoliła na „nakarmienie” zmysłów, duszy i ciała? Przedmiot, na myśl, o którym na Twojej twarzy pojawia się szczery uśmiech i satysfakcja z dobrze dokonanego wyboru? A może nie o Twoje zadowolenie tu chodzi, tylko o to, w jaki sposób będą od tej pory postrzegali Cię inni? Podniosłeś sobie status, dałeś innym powód do zazdrości? Czy w ten sposób podchodzisz do kwestii zakupów? Jeśli nie, to może znasz kogoś, kto tak właśnie postępuje?

Zawsze wydawało mi się, że życie według zasady Johana Gottlieba Fitche, tj. „Twoje działanie, i tylko Twoje działanie, określa twoją wartość” winno wyznaczać kierunek rozwoju każdego z nas. Prawdopodobnie jednak świat byłby nudny gdybyśmy wszyscy postępowali tak samo…

Kilka lat temu mieszkałam w pewnej niewielkiej miejscowości w Polsce, w bloku gdzie wszyscy jego rezydenci dobrze się znali, gdzie każda klatka schodowa posiadała swoją własną „babcię wysiadującą w oknie” - sprawdzony i niezawodny system natychmiastowego rozprzestrzeniania informacji oraz gdzie zajmowanie cudzego miejsca parkingowego oznaczało nadepnięcie na odcisk sąsiadowi. Pewnego razu na osiedlowy parking (obstawiony autami pamiętającymi czasy świetności poprzedniego ustroju) podjechał niewielki samochód terenowy. Kierownica umieszczona po prawej stronie dawała duże podstawy do tego by sądzić (słusznie z resztą), że auto przyjechało z Wielkiej Brytanii. Z wnętrza pojazdu wydostało się (dosłownie rzecz ujmując) kilku rosłych mężczyzn ubranych w odzież jednej z angielskich sieciówek. Ich dłonie i szyje dumnie „dźwigały” zwoje złotych łańcuchów, bransolet, zegarków i sygnetów. Na twarzach sztuczny uśmiech i postawa sugerująca – patrzcie, jak potrafiliśmy się dorobić. W chwilę potem zorientowałam się, że nie są to obcy dla mnie osobnicy lecz sąsiedzi, którzy w 2004r wyemigrowali wraz z pierwszą falą rodaków na Wyspy, w poszukiwaniu lepszego życia. Czy je tam znaleźli? W owym momencie wszystko wskazywało na to, że owszem tak. Ale czy na pewno? Wprawne oko, wnikliwa obserwacja, a przede wszystkim rozum i intuicja szaleńczo szeptały mi do ucha, że to tylko pozory. Tyle, że w tamtym momencie pozostawały mi jedynie domysły i ewentualna konfrontacja spostrzeżeń własnych z tymi zasłyszanymi od ludzi, którzy mieli okazję bywać zagranicą i tym samym doświadczać pewnych aspektów na własnej skórze. Ja musiałam poczekać na tę „wątpliwą przyjemność” jeszcze dobrych kilka lat….

Jak mawiają Chorwaci, „Kto czeka, doczeka”. Doczekałam się więc i ja.

Niebrzydka, niegłupia, zabawna, towarzyska, skromna, wykazująca zdroworozsądkowe podejście do świata, zachowująca rezerwę do wszystkiego, co jawi się łatwym i prostym do osiągnięcia. Być znaczy więcej niż mieć. Tak w skrócie mogłabym opisać samą siebie. Bystry czytelnik, (czyli bez wątpienia -miłośnik niniejszego czasopisma) od razu dopatrzy się w powyższej charakterystyce, iż mój światopogląd nie kręci się wokół wszechobecnej, otępiającej ciała i umysły mamony. Co nie oznacza jednak, iż pieniądz nie jest ciekawym studium przypadku, nad którym nie warto by było zatrzymać się na dłużej. Wręcz przeciwnie. Emigracja daje szerokie pole do popisu w kwestii tytułowego owczego pędu naszych rodaków, pogoni za pozorami szczęścia, wyścigu po luksus… A cena wyżej wspomnianych elementów, jak zwykle - w tego typu przypadkach - bywa bardzo wysoka.

funtMy Polacy zaczynamy bardzo niewinnie. Przyjeżdżamy na Wyspy autokarem (ściśnięci niczym sardynki w puszce, wioząc w wielkich torbach dobytek całego życia), samochodem (jedynym wartościowym przedmiotem, jaki nam pozostał, wyładowanym po sam dach wspomnieniami naszej dotychczasowej egzystencji) lub samolotem (opcja dla minimalistów nieprzywiązujących wagi do rupieci). Tu zazwyczaj czekają na nas członkowie rodziny, którzy już zdążyli się „zadomowić” w kraju deszczem i wiatrem słynącym. Bywa również i tak, że to nie familia, lecz starzy, dobrzy znajomi pomagają nam stawiać pierwsze, niepewne kroki na angielskiej ziemi. Na pechowców, (choć po dłuższym pobycie w UK uważam, że tak naprawdę winno się ich nazywać szczęściarzami) na Wyspach nie czeka nikt.

Już na pierwszy rzut oka jawi się wyraźny podział rodaków na tych, którzy licznie zamieszkują w domach przeznaczonych dla wielokrotnie mniejszej ilości ludzi oraz na tych, którzy wynajmują domy tylko dla samych siebie, ledwo wiążąc koniec z końcem.

Warunki mieszkaniowe Polaków należących do pierwszej grupy nie pozwalają na swobodę zachowania oraz utrzymanie prywatności, jednak dzięki dzieleniu kosztów z tłumem „napalonych” na kasę pobratymców jesteśmy w stanie szybko dorobić się wymarzonego modelu BMW, telewizora najnowszej generacji oraz markowych ubrań prosto z second hand’u, (o czym – rzecz jasna- wiedzą tylko ich właściciele). Dla całego zewnętrznego świata, tudzież rodziny i znajomych klepiących biedę w Polsce wysyłamy sygnał o tym, jak bardzo nam się powodzi, zapominając wspomnieć o drobnym szczególe… Ceną szpanu jest długie, poranne oczekiwanie w kolejce do WC oraz to, że nigdy nie będziemy w stanie zaprosić rodziny z Polski do naszego gniazdka. Wtedy wszystko by się wydało, a przecież szopkę trzeba odstawiać wzorowo.

Drugi typ rodaków, to ludzie, którzy mogą się poszczycić posiadaniem domu na wyłączność. Jednak ci borykają się z problemem samodzielnego opłacania nieruchomości i spłatą rachunków w terminie.

Drudzy mają gorzej. Bo nie dość, że muszą się jakoś utrzymać, to w dodatku powinni wyposażyć wynajmowane przez siebie lokum w sprzęty przyprawiające o zazdrość. A to - jak już wiemy - wymaga dużych nakładów finansowych i rodzi potrzebę kombinowania. Ale jak to mówią, kto nie kombinuje ten nie ma, a Polak przecież potrafi…

Wpadamy w spiralę ułudy łatwych pieniędzy. Angielskie banki oraz sklepy bardzo nam to ułatwiają, proponując zwiększenie debetu na koncie, oferując dobrze napakowaną pieniędzmi kartę kredytową czy niskooprocentowaną pożyczkę. A my lubimy, kiedy o nic nie musimy się prosić. Z chęcią przystajemy, więc na kuszące propozycje pracownika banku i zaraz potem biegniemy kupić nowe kino domowe. Następnie zapraszamy znajomych (którzy jak my sami biorą udział w tej grze), dajemy im zzielenieć z zazdrości na widok naszego nowego nabytku, a następnie z dziką satysfakcją udajemy się na spoczynek. Sen nie na długo będzie jednak spokojny, gdyż w czasie rewizyty u wspomnianych znajomych stwierdzimy z przykrością, że od czasu naszego ostatniego pobytu, zdążyli się „dorobić” nowszego, ogromnego telewizora. To oczywiście napędza spiralę zdarzeń i jak nietrudno się domyślić, powoduje tragiczny w skutkach efekt. Okazuje się, bowiem, że dotychczasowa wypłata nie starcza żeby móc pochwalić się czymś, co wywoła zawiść u kolegów. Ale, od czego są nadgodziny? Zaczynamy zaharowywać się do granic możliwości, w myślach planując zakup kolejnych „bożków szczęścia”. Większe zarobki dają bankom znak, żeby zwiększyć nam linię kredytową. I koło się zamyka…

Myślę, że to dobra chwila by przytoczyć słowa Bertranda Russela „Nie zazdrość szczęścia tym, którzy żyją w raju głupców, bo tylko głupiec będzie uważał, że to jest szczęście”. Komentarz zbędny….

kasaCzesław Niemen śpiewał swego czasu, że „dziwny jest ten świat” ale tak naprawdę nawet w najśmielszych snach nie mógł sobie wyobrazić do jakich granic może doprowadzić człowiek podążający za….hm…no właśnie, za czym? Opisywani ludzie nie mają zdefiniowanych celów w życiu, a przebywając w towarzystwie osób, które mają je jasno sprecyzowane, sami czują się niezręcznie. Dlaczego? Otóż, w ten sposób upada ich koncepcja, tradycja, samopoczucie …to budzi w nich kompleksy. Dojrzałość emocjonalna takich jednostek bliska jest światopoglądowi naiwnego dziecka. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak ich uzależnienie od przedmiotów. Otaczają się rzeczami niejednokrotnie bardzo drogimi, ale nie dla samych siebie, tylko po to by pokazać światu swą wielkość (lub, jak kto woli- zamazać w ten sposób małość, niedojrzałość duchową, niską wartość).

Przyznam, że i ja tuż po przyjeździe na Wyspy zostałam wciągnięta w tę grę. Zasady są proste. „Oni mają to, więc my musimy mieć lepiej, więcej, drożej”. Wiem, co to pogoń za namiastką luksusu, za ułudą dobrobytu, za wygodnym życiem. Wiem ile stresu i nerwów to wszystko kosztuje.

Wiem też jednak jak boli upadek z wysokości. Wiem, co to znaczy zostać pozbawionym wszystkiego, co dotychczas traktowaliśmy, jako dorobek naszego emigracyjnego życia. Nagle okazuje się, że nowy samochód, 50 calowy TV, skórzany komplet wypoczynkowy i cała reszta otaczającego nas blichtru przestają mieć znaczenie w momencie, gdy trzeba zawalczyć o byt, o siebie, o najbliższe twemu sercu osoby.

Ja już dostałam lekcję pokory, za co jestem wdzięczna losowi. I myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Znam jednak wielu, którzy mimo cudzych doświadczeń nie chcą wyciągnąć nauki dla samych siebie. Czekają na moment, w którym się sparzą, (choć tak naprawdę uważają, że ich nigdy to nie spotka – przecież są wytrawnymi graczami).

A czy Ty potrafisz grać w opisywaną grę? Jeśli jeszcze nie zacząłeś, to mam nadzieję, że nigdy nie będzie Ci dane. Znaj swoją wartość, miej wytyczone cele. Alicja (z Krainy Czarów), stojąc na rozdrożu, zobaczyła na drzewie kota. Zapytała, którą droga ma pójść. Kot odparł: A dokąd zmierzasz? Alicja pospieszyła z odpowiedzią: Nie wiem. Nie ma to dla mnie znaczenia. Kot odrzekł: Skoro tak, nie ma też znaczenia, którą drogę wybierzesz! Nawet, jeśli wybierzemy drogę usianą diamentami, platyną i złotem, a nie będziemy wiedzieli, dokąd zmierzamy, ta wspaniała droga zaprowadzi nas do rozczarowania. A czasem nawet donikąd…

Więc jeśli, Drogi Czytelniku, spotkasz na swym szlaku rodaka „przechwałka”, pozwól iść mu dalej. I nic nie mów. Jak zwykł powtarzać Mark Twain „ Lepiej milczeć, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości”.

Autor: Agata Mazoń

Ostatnio zmienianypiątek, 25 październik 2013 09:01
Zaloguj się, by skomentować
Powrót na górę

RSS

Nie określono adresu internetowego źródła. Uzupełnij.

Społeczeństwo

Wywiady

Recencje

Opinie

Kultura

Wydarzenia

Darmowe bilety

Recenzje

Biznes

Katalog Firm

Twoj Biznes

Szkolenia